prowadzenie strony i zdjęcia: Stefan Kurzawiński

W KAZIMIERZU DOLNYM
Konrad Nawrocki


Leszek Długosz
© Copyright by

|
|
KAZIMIERZACY: PIOTR RUCIŃSKI. Wspomnienie o moim dziadku, ze wspomnień innnych zebrane.
Dziadek mój Kazimierz Ruciński urodził się 8 IV 1866 roku w miejscowości Usielsk nad Angarą, gdyż ojciec jego Karol zesłany został po powstaniu styczniowym za współpracę z Rządem Narodowym. Skazany został na osiem lat katorgi, a następnie osiedlenie na Syberii łącznie dwadzieścia lat zsyłki.
Razem ze skazańcem dobrowolnie pojechała jego świeżo poślubiona żona Julia mająca wówczas siedemnaście lat. Na Syberii urodziło się siedmioro ich dzieci w tym Kazimierz.
Ziemię swoich ojców zobaczył mając osiemnaście lat. Kiedy przybyli na Ziemię Kielecką, o której tok w swoich pamiętnikach napisał Kazimierz Ruciński: "(...) a gdy wracając z Syberyi, przejechaliśmy blisko 10000 wiorst dopiero Miechowskie strony wydały mi się jakby rodzinne prawdziwie polskie reszta poza tem Syberya...".
Z zawodu Kazimierz Ruciński był garbarzem. Wiadomo mi z zachowanej do dziś pocztówki z 1901, że w tym czasie pracował w garbarni w Warszawie przy ulicy Okopowej numer 43-47.
W Warszawie 22 VII 1894 roku w Kościele Świętego Krzyża odbył się ślub Kazimierza Rucińskiego z Heleną
z Borowiczów (córką Mateusza i Franciszki urodzoną 21 VI 1869 w Motkowicach).
Z Warszawy rodzina Rucińskich zmuszona była uciekać na rodzinną Kielecczyznę w skutek prześladowań carskiej policji związanych z wolnościową działalnością Kazimierza.
Tam też pod Szczekocinami w listopadzie 1907 roku przyszedł na świat Konrad Ruciński mój ojciec. Z jego opowiadań wiem, że w Kazimierzu Dolnym zjawili się gdy miał jeden rok.
Z innego źródła (z książki M. Pietrzaka o Spółdzielni "Zgoda") wynika, że w sierpniu 1907 roku odbyło się zebranie założycielskie tej spółdzielni. Wśród założycieli był Kazimierz Ruciński (oraz drugi mój dziadek Wincenty Górecki).
W Kazimierzu mój dziadek podjął działalność zawodową, był właścicielem garbarni.
W czasie I Wojny Światowej prowadził garbarnię Feuersteinów w spichlerzu Pod Wianuszkami (istnieją na to dowody w postaci pozwolenia władz austriackich
i porozumienia z Maurycym Feuersteinem).
Poza działalnością zawodową Kazimierz Ruciński prowadził intensywną działalność społeczną. Jak już wspomniałem był współzałożycielem Spółdzielni "Zgoda"
a ponadto członkiem Towarzystwa Opieki Nad Zabytkami Przeszłości.
Pasją dziadka był teatr amatorski.
M. Pietrzak pisze we wspomnianej książce: "Duże zasługi dla kółka teatralnego położył przybyły do Kazimierza w 1909 roku dr Jan Pawłowski i jego małżonka Maria (z domu Czaplińska). |
|
W domu doktorstwa zaczęła zbierać się młodzież i miejscowi działacze społeczni jak: Kazimierz Ruciński, Tadeusz Kulesza, Mieczysław Pieterzak i inni." "Wspólnymi siłami wyremontowano salę w starym spichlerzu mieszczącym się nad Wisłą przy ulicy Puławskiej, w którym poprzednio był tartak." Chodzi prawdopodobnie o duży czworoboczny spichlerz z dziedzińcem wewnątrz. Z opowiadań ojca wiem, że odbywały się tam przedstawienia, na które przybywało wielu widzów w tym okoliczne ziemiaństwo.
W innym miejscu cytowanej książki czytamy: "Kazimierz Ruciński postawił wniosek żeby kółko teatralne dało specjalne przedstawienie na naprawę dachu zabytkowego kościoła Świętej Anny." "Po porozumieniu się z doktorem
J. Pawłowskim wybrano na wystawienie sztukę "Ojcowizna". Przedstawienie to dało ponad 8000 rubli dochodu."
Pani Janina Tomczykowa pisała w swoich wspomnieniach: "Już w 1918 roku, zaraz po odzyskaniu niepodległości p. Kazimierz Ruciński reżyser amator organizował młodzież chętną i uzdolnioną i urządzał
przedstawienia amatorskie. Przedstawienia odbywały się
w hotelu Szymona Pałki przy ulicy Puławskiej. Były to najczęściej sztuki o treści patriotycznej urządzane na rocznicę powstania listopadowego, czy styczniowego oraz rocznicę Konstytucji Majowej."
Z czasów tych zachowała się piękna pamiątka. W posiadaniu pana Zdzisława Borta znajduje się podziękowanie dla doktora Pawławskiego od zespołu aktorskiego wręczone mu na pożegnanie, gdy opuszczał Kazimierz.
Widnieją na tym podziękowania podpisy wielu członków zespołu, w tym kilku przedstawicieli rodziny Rucińskich.
O społecznej działalności Kazimierza Rucińskiego może też świadczyć list wysłany do kuzyna, w którym opisywał pobyt Prezydenta Wojciechowskieo w Kazimierzy (w 1923 roku) w liście tym nadmienia: "Naturalnie
w komitecie (powitalnym P.R.) nasza rodzina brała czynny
i gorliwy udział."
"Od miasta Prezydent otrzymał album fotograficznych zdjęć Kazimierza oprawny w podeszwianą skórę (mojego wyrobu)."
Nawiasem mówiąc nie był to jedyny dar dla Prezydenta, a barwny opis uroczystości powitalnych wart jest opublikowania.
Rodzina Rucińskich po przyjeździe do Kazimierza mieszkała początkowo w domu Gackich przy ulicy Puławskiej, a później przez długie lata w domu księdza Rajcherta (obecnie dom KUL-u).
W 1918 roku dziadek zakupił od Piądłowskiego ruiny spichlerza zwanego Gwoździarnią, a obecnie "Pod Żurawiem".
W spichlerzu tym miała się mieścić garbarnia. Stało się jednak inaczej. W 1/3 części tego spichlerza urządzono obszerne mieszkanie, które służyło rodzinie do lat osiemdziesiątych XX wieku. Ogród ze źródełkiem i zarośnięte zbocze góry przylegającej do ogrodu stanowiły wymarzone miejscy miejsce zabaw dzieci kilku pokoleń rodziny Rucińskich w tym autora niniejszych wspomnień.
..... Całość w wydaniu drukowanym Brulionu
|
|
|
|