Strona główna
Interaktywny plan miastaNEW !!!
Kazimierz Dolny
Aktualności
Kronika wydarzeń
Muzea, galerie, artyści
Hotele, Pensjonaty
Restauracje, Bary, Puby
Trasy turystyczne
Historia, Zabytki
Miasta partnerskie
Urząd Miasta
Wieści z Gapiej Góry
Linki, sznurki, troczki..
Kazimierz - Notatnik
KazimierzDolny1 - noclegi
Kazimierz - w internecie
Portal Kazimierza Dolnego
Archiwum artykułów 2004
prowadzenie strony
i zdjęcia:
Stefan Kurzawiński


W KAZIMIERZU DOLNYM
Konrad Nawrocki

Album zawiera bogaty 
zbiór zdjęć starego Kazimierza
najwybitniejszych polskich
artystów fotografików


Leszek Długosz

© Copyright by
STUDIO Art & Design

NR1

KAZIMIERZACY: Nazywam się KINART NATALIA.

Czyn społecznyw 1951r.
 - budowa drogi na Góry
u dołu zdjęcia 
pierwsza z lewej
Natalia Kinart
Powiększ obrazek!!! Urodziłam się 27 lipca 1923 r. Ojciec miał na imię Władysław, całe życie pracował jako zdun. Mama moja pochodziła z Góreckich, była córką Tomasza Góreckiego. Tomasz był synem Mikołaja. Całe życie robił studnie i stolarkę. Był ranny w powstaniu w roku1863. Zmarł tragicznie 14 sierpnia 1919r. Miałam jeszcze siostrę, która zmarła mając 20 lat w 1937roku. Jak miałam 7 lat, poszłam do szkoły powszechnej. Tak się wtedy nazywała siedmioklasowa szkoła. Gdy wychodziłam ze szkoły pewna dziewczyna stale mnie biła. Ja się przewróciłam i płakałam a ona się wtedy śmiała. Pewnego razu, widząc że mnie będzie bić wpadłam do sklepu do żydówki Akjerównej, tutaj gdzie teraz jest ubikacja (przy ul. Browarnej). Żydówka mnie znała i ja ją znałam, bo nasze matki (moja i tej dziewczyny) przychodziły do niej kupować. My mieszkaliśmy w jednej ulicy z tą dziewczyną. Potem przyszłam do domu i już nie pamiętam czy opowiadałam o tym czy nie. Pamiętam za to, że ktoś z rodziców zawsze po mnie wychodził do szkoły. Pamiętam jak tata wziął ode mnie teczkę a mnie trzymał drugą ręką i tak przyszliśmy do domu. Mieszkałam na Plebance, gdzie stał mój dom rodzinny. Dwa, a może trzy lata temu narysowałam dom, tak jak go zapamiętałam. Narysowałam płot, studnię, jabłonie i balkon, na którym stoi moja matusia i ja. Wojna wszystko przekreśliła. W 1944 roku na wysiedleniu zmarł tata. Całą zimę leżał i bardzo cierpiał. Miał 64 lata. Zmarła też mama. Miała 49 lat. Dom został zniszczony. Wszystko z domu rozkradli złodzieje. Nie miałam już nic i nie miałam nikogo. W Kazimierzu nie było co jeść i nie było gdzie mieszkać. Szukałam rodziny, wiedziałam że w Lublinie jest mój kuzyn. Nie miałam pieniędzy na podróż więc poszłam piechotą do Lublina. Szłam prawie dwa dni, o głodzie i chłodzie. Doszłam do biura meldunkowego, które było na ulicy Królewskiej. Zapytałam o Pawła Kinarta. Kuzyn mieszkał na ulicy Krochmalnej, za cukrownią. trzeba było iść przez cały Lublin. Wreszcie dobrnęłam i pokazałam metrykę, z której wynikało czyją córką jestem.
 
Za to co zjadłam, byłam tam dwa lata. Dłużej nie mogłam. Chciałam być ubezpieczona, żeby kiedyś dostać rentę. Wróciłam do Kazimierza. Przyjeżdżali tutaj letnicy. poszłam pracować do pensjonatu na Górach, do pani Flory (pensjonat "Floryda"). Pomagałam przy obiedzie, sprzątałam pokoje, nosiłam wodę z rynku. Było ciężko ale co mogłam zrobić. Potrzebowałam żyć. Robiłam tam dwa sezony. W rynku na drugim piętrze była galanteria skórzana. Znalazłam tam zatrudnienie. Ale gdy galanteria się rozleciała znów zostałam bez pracy. Ksiądz Kanonik Hipolit Boratyński był wtedy chory. Często zamawiałam za niego msze. Gdy zmarł 29 listopada 1951 roku, też zamówiłam mszę za jego duszę. W nocy przyśniło mi się, że ksiądz Kanonik mówił do mnie: - muszę się z tobą obliczyć, - obliczymy się na tamtym świecie odpowiadam, - ja ci jeszcze tu wynagrodzę odpowiedział ksiądz. Pewnego razu jak wychodziłam z kościoła podszedł do mnie jeden pan i zapytał czy szukam pracy. Ja powiedziałam, że tak i od tamtej pory szłam z roboty do roboty bez żadnej przerwy, aż dostałam rentę. Modle się Bogu dziękuję za wszystko. Ze zdrowiem bywa różnie, mam rentę inwalidzką. Kinart Natalia, Kazimierz D., dn. 5 kwietnia 2000 r. Skończyłam. Popłaczę sobie nie powiem czemu. "Tutaj w gaju przy ruczaju kukam sobie biedna bo mi smutno i żałośnie, żem na świecie jedna".

Natalia Kinart od kilkudziesięciu lat mieszka na poddaszu domu stojącego obok miejsca, gdzie znajdował się sklep, w którym schroniła się mała Natalka. Dom rodzinny znajdował się w Plebance, vis a vis betonowych schodów do tzw. "Biernatówki". Ze zniszczonych podczas wojny zabudowań do dziś pozostała studnia. Przez całe lata rosnące obok jabłonie rodziły wielkie żółtozielone jabłka. Często zobaczyć można panią Natalię jak w okolicach rynku karmi bezpańskie koty i psy.
opracował T.M